czwartek, 17 września 2015

64. No warning sign, no alibi.



Mężczyzna rozglądał się po poczekalni nerwowo wystukując jakiś rytm na kolanie. Przytłaczało go to miejsce. Na każdej ścianie wisiały plakaty związane z ciążą. Był tu jedynym facetem i czuł się niesamowicie skrępowany.
-Chris mówię do Ciebie! – otrząsnął się czując, że dziewczyna szturchnęła go lekko w bok.
-Przepraszam, zamyśliłem się. Czuję się jak na obcej planecie. Tu są same kobiety – odparł zmieszany.
-A to dlatego, że żadna z nich nie ma tak odważnego mężczyzny jak ja. Będzie dobrze kochanie, to tylko rutynowe badania – pocałowała go w policzek.
-Widziałaś ile rzeczy musimy przygotować? I to tylko do porodu – wskazał jej jeden z plakatów.
 -Tak, trochę tego jest.
-Krem na pękające sutki brzmi groźnie.
-Myślę, że nie będzie tak źle – zaśmiała się – Chodź, teraz my. Zbladłeś czy mi się wydaje?
Chris podniósł się z miejsca, chociaż prawdę mówiąc nie wiedział czy chce wejść do środka Niby zwykłe USG ale był przerażony. Słyszał, że lekarka rozmawia z jakąś kobietą ale obecnie czuł się jakby wcale go tam nie było. Gdyby nie Kelly która popchnęła go nieco w stronę gabinetu wciąż się śmiejąc, nadal stałby w miejscu.
Wtedy ją zobaczył.
Szczuplejsza o wiele bardziej niż gdy widzieli ją po raz ostatni. Miała podkrążone oczy, na jej twarzy malował się smutek. Lekarka coś do niej powiedziała. Chyba wyczuła, że ktoś ją obserwuje bo spojrzała się w jego stronę.
Nie pamiętał nic więcej, zrobiło mu się ciemno przed oczami i odpłynął. Ocknął się chwilęźniej słysząc rozmowę Kelly z lekarką.
-To zupełnie normalne. Ojcowie mdleją o wiele częściej od matek. Zwłaszcza jeśli chodzi o pierwsze dziecko. Wie pani, próbują pokazać, że jest w porządku podczas gdy tak naprawdę umierają ze strachu. A skoro pierwszą utratę przytomności ma Pan za sobą będzie już tylko lepiej.
-Mam nadzieję – burknął czując jak twarz pali go ze wstydu.
-Dlaczego nie mówiłeś, że się źle czujesz? – spytała zmartwiona Kelly.
-Było dobrze – skłamał – Widziałem tu Alex. Gdzie ona jest?
-Wyszła. Mówiła że się spieszy. Zauważyłeś jak dziwnie wyglądała? Ładnie ją wymęczyliście w trasie.
-Mówiła coś?
-Pogratulowała maleństwa i wyszła.
-Po co tu była? Czy ona też spodziewa się dziecka? – spytał lekarkę.
-Niestety nie mogę udzielić  Panu żadnych informacji. Obowiązuje mnie tajemnica lekarska.
Chris nie pytał więcej, ale wiedział że czeka go rozmowa z Kelly o tym co się stało.

-To chyba jakiś żart! – usłyszał Matt po drugiej stronie linii.
-Tylko Ty możesz nam pomóc. Błagam Cię.
-I wy macie czelność prosić mnie o pomoc? Po tym wszystkim?! – wycedziła
-Vicky, błagam. Szukaliśmy już wszędzie. Zrobię co tylko będziesz chciała.
-Na dobry początek dajcie jej święty spokój. Mało krzywdy wyrządziliście? Zresztą skończyłam tą rozmowę.
-Poczekaj – odkrzyknął Matt – Spotkajmy się
-Nie mam na to ochoty.
-Tylko na chwilę i później nigdy więcej nie będziesz musiała mnie oglądać. Proszę zrozum. On potrzebuje pomocy. Zmienił się. Nic nie zostało z dawnego Dominica.
-Czy Ty się słyszysz? Mam się nad nim użalać? Rzeczywiście bardzo mi go szkoda. Biedny chłopiec zniszczył życie niczemu winnej dziewczynie. Teraz trzeba go pogłaskać po główce i ucałować w czółko – odparła z przekąsem.
-Nie rozumiesz.
-I nie chcę rozumieć.
-Poświęć mi chwilę. O nic więcej nie proszę.
-Niech Ci będzie, ale jego nie chcę widzieć.
-O niczym nie wie. Jestem twoim dłużnikiem – zawołał już z uśmiechem na ustach, po czym zakończyli rozmowę.
Jego plan był dość prosty. Vicky to jej najlepsza przyjaciółka  i  z pewnością wie gdzie się ukryła. Nie wspominał nic przyjacielowi. Raz że ten pewnie chciałby iść z nim a wtedy Vicky niczego nie powie, a poza tym nie chciał dawać mu nadziei. Sam nie wiedział co z tego wyniknie, więc póki co nie było sensu go informować. Umówił się z nią w niewielkiej kawiarni na przedmieściach. Miała dla niego tylko chwilę  przed pracą  więc wstał o siódmej rano z wielkim bólem, ale pełen przekonania że się uda. Zwątpił gdy tylko zobaczył jej minę.
-Byle szybko – odparła siadając naprzeciw.
-Twoje włosy – szepnął widząc, że niebieski kolor na jej głowie zniknął i zastąpił go ciemny brąz.
-Chcesz rozmawiać o moich włosach? – spytała krzywiąc się.
-Nie. Po prostu cieszę się, że Cię widzę – uśmiechnął się – Potrzebuję Twojej pomocy. Musimy znaleźć Alex, to ważne.
-Musimy?
-Dom niezbyt dobrze sobie radzi – przyznał
-Czy wyście chociaż raz pomyśleli o tym jak ona sobie radzi?
-Popełniliśmy błąd. Chcemy to naprawić. Proszę nie bądź taka. Rozumiem, że jesteś na nas wściekła i wcale się nie dziwię, ale to jedyny sposób żeby Ci dwoje znów byli szczęśliwi.
-Mam jeszcze lepszy pomysł. Przekaż swojemu przyjacielowi żeby zniknął z jej życia raz na zawsze. Ona prędzej czy później się z tego wyleczy. Nie potrzebny jej facet który bardziej ufa jakiejś suce niż własnej dziewczynie.
-Powiedziała Ci?
-Nie chciała. Długo ukrywała co się stało ale w końcu pękła. Kiedy tylko poczuła się trochę lepiej wróciła tutaj.
-I wyprowadziła się.
-A teraz pojawiasz się Ty i chcesz zmów wszystko zepsuć.
-Robię to dla ich dobra.
-A może wyrzuty sumienia nie dają Ci spokoju?
-Vicky to wcale nie tak.
-Przepraszam – przerwała mu słysząc dzwoniący telefon.
Przyglądał się jej gdy prowadziła rozmowę. Wydawała mu się zupełnie inna niż ta beztroska szalona dziewczyna którą poznał wcześniej.
-Muszę iść – odłożyła telefon na stolik
-Jeśli trzeba to będę błagać na kolanach.
-To nie jest konieczne.
-A jednak spróbuję – powiedział klękając przed nią
-Matt wstań
-Nie zrobię tego jeśli mi nie pomożesz
-W takim razie miłej zabawy – odwróciła się i już chciała odejść, ale złapał jej dłoń
-To nie są wyrzuty sumienia. Po prostu czuję że oni powinni być razem.
-Szkoda, że nie wpadliście na to zanim zostawiliście ją samą. Żegnam.
Patrzył jak wychodzi. Nie obdarzyła go nawet jednym krótkim spojrzeniem. Było mu trochę przykro z tego powodu ale bardziej cieszył go jej telefon który chwilę wcześniej schował w kieszeni. Wiedział, że musi działać szybko zanim dziewczyna zorientuje się, że go nie ma. Przejrzał smsy które jej wysłała. Tylko kilka krótkich wiadomości z jeszcze krótszymi odpowiedziami. Poprosił w jej imieniu o spotkanie. Chwilęźniej otrzymał odpowiedź, że jest akurat niedaleko i może się tam zjawić za kilka minut.
Kiedy ją zobaczył zrozumiał, że ani matka, ani sąsiadka, ani Vicky wcale nie przesadzały. Wyglądała jak cień dawnej Alex. Zawsze wydawała mu się silną, niezniszczalną wręcz kobietą. A tym czasem stała tam krucha, zraniona dziewczyna z zapadniętymi policzkami i spuchniętymi oczami. Nie zauważyła go nawet. Jej wzrok cały czas utkwiony był w czubkach własnych butów. Usiadła przy blacie i odpłynęła myślami czekając na przyjaciółkę.
Matt natomiast czuł się jakby utknął w miejscu. Nagle zapomniał co chciał jej powiedzieć, choć wiele razy układał w głowie odpowiednią formułkę. Podniosła głowę i spojrzała w jego stronę.
Patrzyła na niego jak na ducha. Złego ducha z przeszłości od której próbowała się oderwać. Gdy tylko otrząsnęła się z pierwszego szoku wstała szybko żeby opuścić to miejsce. Matt był jednak szybszy i zablokował jej drzwi zasłaniając je własnym ciałem.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię znalazłem – wyszeptał i przytulił ją.
Nie odepchnęła go. Stała sparaliżowana bojąc się wykonać jakikolwiek ruch. Najbardziej jednak bała się tego, że spotka tu Dominica.
-Muszę iść – wydusiła z trudem, czując rosnącą gulę w jej gardle.
-Nie, musimy porozmawiać. Alex błagam Cię. Szukaliśmy Cię wszędzie – odciągnął ją na bok – Byliśmy u twoich rodziców i …
-Po co? O co jeszcze chcieliście mnie oskarżyć?
-Chcieliśmy błagać Cię o wybaczenie. To wszystko co się wtedy stało to jedna wielka pomyłka. A raczej intryga tej… - przerwał zaciskając pięści – Nigdy nie powinniśmy w Ciebie wątpić.
-Ale zwątpiliście i tego nie da się zapomnieć.
-Ty podły gnojku! – usłyszał za plecami głos Vicky. Odwrócił się gwałtownie i poczuł ból w prawej części twarzy.
Kiedy oprzytomniał już ich nie było, pozostał mu za to obolały policzek.

-Co Ci się stało? – spytał Dominic widząc jego twarz.
-Uderzyłem się o ścianę – odburknął tylko.
Nie chciał się przyznać do tego co zaszło. Howard wkurzyłby się na niego, że zaprzepaścił taką szansę i jeszcze ją zdenerwował.
Po dwóch dniach dołączył do nich Chris. Zachowywał się dość dziwnie co nie uszło ich uwadze.
-Brałeś coś?
-Byłem z Kelly u lekarza.
-I dał Ci jakieś magiczne pigułki przez które zachowujesz się jak nienormalny? – Matt nie był w najlepszym nastroju.
-Alex tam była. Ona… ona może być w ciąży – wyrzucił
-Nie… - szepnął Dom bardziej do siebie niż do kumpla.
-Nie jestem pewien, bo lekarka nie chciała mi nic powiedzieć, ale to może być prawda. 
________________________________________________________________________
Piosenka w tytule : Thirty Seconds To Mars - Alibi